Wyprawa w serce Azji – test śpiworów SVALBARD 450 GOOSE MID w górach Kirgistanu

W czasach, gdy świat staje się coraz bardziej dostępny, a turystyka masowa dociera nawet w najdalsze zakątki globu, coraz trudniej znaleźć miejsca, które wciąż zachowały swój dziki, autentyczny charakter. Na szczęście są jeszcze regiony, gdzie przyroda gra pierwsze skrzypce, a człowiek jest tylko gościem – jednym z nich jest Kirgistan. To właśnie tam, w otoczeniu monumentalnych gór, bez zasięgu i cywilizacyjnych udogodnień, pasjonat gór i przygód, Marek wyruszył na dziewięciodniowy trekking. To nie była tylko wyprawa w góry, to była lekcja pokory wobec natury. Każdy dzień przynosił nowe wyzwania, a sprzęt musiał sprostać temu samemu, co człowiek: chłodnym porankom, upalnym popołudniom i nieprzewidywalnej pogodzie.

Relacja Marka

„W świecie, który uległ globalizacji, coraz trudniej znaleźć kierunki wciąż nieodkryte i trudnodostępne. Na szczęście nadal istnieją kraje, które mimo ogromu atrakcji pozostają poza głównym szlakiem turystycznym i oferują spotkanie z prawdziwie surowym klimatem w jednym z najbardziej odizolowanych zakątków globu. Mowa o Kirgistanie – państwie, którego aż 91% powierzchni zajmują góry. To trzeci kraj na świecie pod względem procentowego udziału terenów górskich (zaraz po Bhutanie i Tadżykistanie). Surowy klimat oraz fakt, że ponad 40% powierzchni leży powyżej 3000 m n.p.m., sprawiają, że żyją tu jedni z najtwardszych ludzi na świecie. Nasza chęć odkrywania i eksploracji najtrudniej dostępnych miejsc zaprowadziła nas do Gór Ałajskich i Pamiru, na południu Kirgistanu. Spędziliśmy dziewięć dni na długodystansowym trekkingu, pokonując ponad 130 km, niezliczoną liczbę podejść i zejść, a także trzykrotnie przekraczając granicę 4000 m n.p.m. (najwyższy punkt – Sary Mogul Pass, 4306 m n.p.m.).

 

Całą wyprawę spędziliśmy nocując w yurt campach – w samym sercu gór, bez zasięgu i cywilizacyjnych udogodnień.

Podczas takiej ekspedycji kluczowe znaczenie ma zawartość plecaka. W miejscach takich jak Góry Ałajskie trudno o bezpieczną drogę odwrotu, a zejście w dół wcale nie gwarantuje powrotu do cywilizacji. Dlatego przygotowania oparliśmy o sprawdzony, niezawodny ekwipunek.

Nigdy wcześniej nie spotkałem się z tak wymagającymi warunkami atmosferycznymi. Wędrowaliśmy w deszczu, mrozie i zarazem upale trudnym do zniesienia. Kirgistan zafundował nam pełne spektrum pogodowe – od temperatur sięgających w dzień ponad 30°C, po nocne spadki w okolice 0°C. Te ogromne wahania były sporym wyzwaniem, szczególnie dla osób przyzwyczajonych do łagodniejszych, polskich warunków.

O nasz komfort termiczny w nocy zadbały śpiwory SVALBARD 450 GOOSE, które okazały się strzałem w dziesiątkę.

Ich największe zalety to:


Niska waga – zaledwie 765 g, co ma kluczowe znaczenie przy trasach długodystansowych.

Kompaktowość – możliwość kompresji do bardzo małych rozmiarów, przy zachowaniu wysokich właściwości termicznych.

Odporność na wilgoć – szczególnie rano, gdy w jurtach para i chłód tworzyły wyjątkowo nieprzyjemne połączenie.

Dopasowany krój – idealny dla osób o wzroście ok. 175 cm, dzięki czemu nie traciło się ciepła.

Prosta obsługa – system anti-bite i fluorescencyjny puller, nieocenione w ciemnościach.

Kolor – intensywny pomarańczowy, świetnie kontrastujący z górskim krajobrazem.

Najważniejszym aspektem pozostawała jednak skuteczna regulacja temperatury – po kilku dniach trekkingu, w niskiej temperaturze, przy dużym zmęczeniu, ogrzanie organizmu bywało wyzwaniem. Śpiwory Svalbard poradziły sobie z tym znakomicie, pozwalając zachować energię i morale w najtrudniejszych momentach.”

Pozdrawiam, Marek

  • search