Test – damska bielizna Merino w nowej odsłonie

Merino?

Zastanawiałeś się kiedykolwiek, co takiego ma w sobie wełna merino? Fenomen tego materiału nie bierze się znikąd. Odzież termaktywna to „must have” podczas zimowych podróży, a bielizna wełniana lub zawierająca w sobie domieszkę wełny to już absolutny rarytas. Aby sprawdzić, czy faktycznie warto zainwestować w tego typu materiał, postanowiłam dać szansę koszulce Merino z długim rękawem oraz legginsom Fjord Nansen na sprawdzenie się podczas zimowej skiturowej wycieczki z Kuźnic na Halę Kondratową, oraz spacero-trekkingu do schroniska Murowaniec.

Oczekiwania, a rzeczywistość...

Zgłębienie wiedzy na temat właściwości wełny nie trwało długo. Oczekiwania przyjęte. Przyszedł i czas na test. Podstawą mojego ubioru podczas skitury była koszulka Merino FN z długim rękawem. Tuż po jej założeniu pozytywnie zaskoczył mnie brak znanego „gryzienia” wełny (z pewnością każdy miał okazję doświadczyć tego niemiłego uczucia).

 

Już po pierwszych 15 minutach podejścia postanowiłam schować do plecaka pośrednią warstwę, czyli polar, pozostawiając na sobie koszulkę i lekką kurtkę puchową. Kolejne minuty podejścia spowodowały, że kurtka także mogła zostać spakowana do plecaka. Temperatura niewiele poniżej zera, bezwietrzna aura. Przejście przez las w samej koszulce Merino było niezwykle komfortowe. Nie odczuwałam zimna, a przede wszystkim nie przegrzewałam się. Koszulka także świetnie odprowadziła wilgoć z uwagi na wykonanie bielizny z połączenia ciepłej wełny MERINO w 40% i szybkoschnących, elastycznych włókien poliamidowych – 60%. Co warto zaznaczyć – nie zawsze 100% wełny znaczy lepiej. Przędza wełniana (1 wełniana nitka) ma w sobie aż 80% wełny i 20% poliamidu dzięki temu jest trwalsza. Po wyjściu z lasu, przed dotarciem pod schronisko na Hali Kondratowej, wystarczyło tylko założyć na siebie nieprzewiewną kurtkę puchową i dalej czuć się komfortowo.

Poza skiturami...

Legginsów nie założyłam przy wędrówce skiturowej (skutkowałoby to pewnie sauną, którą raczyłam się wieczorami), natomiast świetnie sprawdziły się podczas spaceru do Murowańca w kolejnym dniu. Temperatura odczuwalna była nieco niższa, a bielizna dalej zapewniała idealnie wyważoną termikę ciała w zimowych warunkach.

Czy warto?

Po teście stwierdzam, że mogłam wcześniej zaopatrzyć się w tego typu bieliznę termoaktywną. Jest przede wszystkim niezwykle ciepła i przyjemna w dotyku. Warto zaznaczyć, że dzięki naturalnemu składnikowi, jakim jest wełna z owiec Merynosa w dobry sposób kontroluje odprowadzenie wilgoci. Dodatkowym atutem jest na pewno cecha, jaką posiada wełna, czyli nieprzyjmowanie zapachów, które to charakteryzuje bieliznę termoaktywną ze sztucznych materiałów.

Ostatnim, ale bardzo ważnym (przede wszystkim pewnie dla kobiet) jest aspekt wizualny. Kolor i dopasowanie nowej wersji tej bielizny są dla mnie po prostu obłędne i tak samo się prezentuje, nawet gdy wystaje ponad polar czy kurtkę 😉

Joanna Golba

  • search